Mam nadzieję, że się spodoba :D
Rozdział 1
Leżałam w bezruchu na
piasku, nagle zaczęłam krztusić się krwią. Usiadłam na mokrym piasku i pełna
zdumienia oglądałam czerwone, od krwi ręce. Z jednej strony byłam
przestraszona, a z drugiej rozśmieszona. Kto był taki mądry i pomazał mi ręce
ketchupem ?
- Słaby żart – powiedziałam
z drwiną w głosie, sama nie wiedząc do kogo. Cisza, która panowała wokół mnie
była przerażająca. Nie słychać było szumu rzeki, ani łomotu ptasich skrzydeł.
Rozglądnęłam się dookoła siebie, aby sprawdzić czy gdzieś nie czai się
przypadkiem jakiś dowcipniś. To co zobaczyłam za sobą było odrażające. Na
żółtym piasku leżała dziewczyna, która przypominała połamaną lalkę. Blada
twarz, rozwarte, sine usta i nieruchome błękitne oczy. Podeszłam do niej i
dotknęłam jej kasztanowych włosów. Były mokre, podobnie jak jej potargane
ubranie.
- Nie, nie, nie ! To nie
prawda.. – powiedziałam bezgłośnie.. To co wtedy odczułam nie można napisać.
Byłam zszokowana ! To przecież nie możliwe, ta blada postać to byłam ja..
Widziałam swoje martwe ciało. Miałam ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie.
Stało się to co chciałam – byłam nie żywa. Łzy, zaczęły powoli spływać mi po
policzku. Na ustach poczułam ich słony smak. To nie prawdopodobne ! Ja Asamita Charpentier,
najtwardsza osoba płakałam. Nagle usłyszałam dziecięcy płacz i doniosły głos mężczyzny.
Obróciłam głowę i moim oczom ukazał się zapłakany chłopiec, który był bity
przez swego ojca. Wściekła wstałam z piasku i podbiegłam do dziecka.
Odepchnęłam je na bok i wbiłam ostre zęby w szyję ciemnowłosego mężczyzny. Z łatwością
znalazłam największą żyłę. Rozkoszowałam się każdą kropelką, która trafiała do
mych ust. Poczułam ciepło, które powoli napełniało moje ciało. Z satysfakcją upuściłam
go na brzeg rzeki i otarłam twarz. Cicho
podeszłam do blondynka, aby zapewnić go, że będzie dobrze. Mały po prostu wpadł
w moje ramiona. Czułam jak moja koszula zaczyna moknąć od łez. Nie przejmowałam
się tym, najważniejsze było to, że chłopiec jest cały i zdrowy. Bałam się tylko
tym, w jaki sposób odbije się to na jego
delikatnej psychice.
- Będzie dobrze ok. ? –
zapytałam, głaskając go po króciutkich jasnych włosach.
- Skąd wiesz ? –
powiedział drżącym głosem
- Nie ważne. Zaufaj mi. –
odpowiedziałam, mocno ściskając go za rękę.
Dziecko odwzajemniło
uścisk i mocno wtuliło się we mnie. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło.
- Zaprowadzę cię do
rodziców. Wiesz gdzie mieszkasz ? – zapytałam bez przekonania. Chłopiec
pokręcił głową.
- Zaczekaj
Szybko podbiegłam do
leżącego, ledwo oddychającego mężczyzny i zapytałam gdzie znajduje się jego
dom.
- Broadwey 115 – powiedział słabym głosem. Pokiwałam
głową i chwyciłam go za rękę. Ciągnąć mężczyznę za sobą, podeszłam do blondynka
i wzięłam go za drugą rękę, aby sprawniej dojść do szpitala, a potem do
Broadwey.
- Znalazłam go nad rzeką,
myślę że zaatakowało go jakieś zwierzę – powiedziałam szorstko pielęgniarce,
która akurat nas przyjmowała.
- Rozumiem. Zaraz się nim
zajmiemy. – powiedziała łagodnie – A co z chłopcem ?
- On również tam był, ale
nic mu nie jest. Wiem gdzie mieszka więc go odprowadzę – odpowiedziałam odchodząc. Wzięłam małego na ręce i zaniosłam go do
domu. Nie było jego matki, było kilka służek. Wytłumaczyłam im wszystko, tak jak
pielęgniarce i odeszłam.
Szłam wąską uliczką, którą
otaczały ze wszystkich stron, różnego rodzaju kamienice. Przed jedną z nich
siedziała grupka miejskich łobuzów. Wykrzykiwali różnego rodzaju przeklęstwa w
moim kierunki.
- Siema kochani ! –
powiedziałam skręcając w ich stronę
- Woo ! Co ci się stało ? –
zapytała Kamila, była jedną z moich najlepszych przyjaciółek.
- Eee.. Nic ważnego ! –
odpowiedziałam dodając parę nieprzyzwoitych słów. Podeszłam do przystojnego
bruneta, o dużych niebieskich oczach. Na twarzy miał lekki zarost. Ubrany był w
luźne szare spodnie i nieco za dużą, zieloną bluzę. Złapałam jego rękę i szybko
pocałowałam.
Jack odwzajemnił pocałunek
i pozwolił mi usiąść na jego kolanach. Zrobiłam to z przyjemnością.
Rozmawialiśmy aż do zmroku, nie była to zbyt miła rozmowa. Pokłóciłam się z
moją przyjaciółką Kamilą..
- Co ci się dzieje młoda ?
Coś się ostatnio marudna zrobiłaś – powiedziała, gdy obie wracałyśmy do naszych
domów.
- Nic się nie stało..
Zresztą co cię to interesuje ? Nigdy się mną nie przejmujesz ! – powiedziałam z
lekkim zdenerwowaniem.
- No wiesz.. Nie
załatwiasz już darmowych fajek.. – powiedziała, śmiejąc się.
- Co ty sobie wyobrażasz ?
Ty wiesz, że to nie takie proste ! – mówiąc to czułam jak narasta we mnie
wściekłość. W końcu nie wytrzymałam.. Po prostu to zrobiłam. Wbiłam kły w bladą
szyje Kamili. Już od dłuższego czasu miałam ochotę to zrobić, ta duża,
niebieska żyła.
- Smak jej krwi jest
uzależniający.. – pomyślałam – smakuje trochę jak sok winogronowy z dodatkiem
cukru..
W końcu udało mi się
przerwać tę przyjemną chwile. Oderwałam usta od dziewczyny i delikatnie
położyłam ją na chodniku. Chciałam jej pomóc, ale nie wiedziałam jak. Jeżeli po
raz kolejny zobaczą mnie z ofiarą w szpitalu pomyślą, że coś kręcę.. W sumie to by była poprawna
diagnoza. Nagle usłyszałam dźwięk syren policyjnych. Nie mogłam tu zostać..
Jeżeli mnie zauważą mogę mieć poważne kłopoty.
- Bądź spokojna, pomogą ci
– zapewniłam ledwo oddychającą dziewczynę i szybko uciekłam. Zatrzymałam się
dopiero na wysypisku śmieci.
- Co się ze mną dzieje ? –
powiedziałam, zsuwając się po woli na ziemię.
Blog dodany do Katalogu, pojawi się w Aktualizacji 042
OdpowiedzUsuńTajemniczy Ogród
No zaczynasz intrygująco. Nie szuflatkujesz opisów i bohaterów. Próbujesz przenieść czytelnika w twój świat. Mnie tym przekonałaś^^
OdpowiedzUsuń