Rozdział
2
Obudził mnie zimny wiatr. Tę noc spędziłam na wysypisku
śmieci. Nie mogę powiedzieć, aby spanie na błocie było wygodne. Raczej bardzo
nie komfortowe. Usłyszałam ciche pomrukiwanie, wydobywało się z mojego brzucha.
Byłam spragniona ludzkiej krwi. Wiedziałam, że to nie właściwe, ale co miałam
zrobić? Nie wiedziałam jak mam się pozbyć tego, że podczas karmienia się człowiekiem
odczuwam jeszcze większą potrzebę picia. Czuję się wtedy tak przyjemnie, jakby spełniały się moje marzenia. Ile bym w tej chwili dała, aby
spotkać jakiegoś niewinnego człowieka i tak po prostu nakarmić się nim. To
przecież takie proste, a jednak mam z tym
trudność. Jakoś tego faceta, na brzegu rzeki zaatakowałam bez większego
namysłu. Działałam pod wpływem emocji, chciałam uratować chłopca, który był
przez niego bity.
Powoli podniosłam się z ziemi i otrzepałam z podartej, teraz
już brązowej bluzki, zaschnięte błoto. Odgarnęłam kasztanowe włosy i oblizałam
usta, na myśl o krwi. Rozejrzałam się dookoła i ruszyłam chodnikiem do
dzielnicy, na której mieszkam. Po drodze wstąpiłam do sklepu z ubraniami.
Przecież nie będę chodzić w podartych ciuchach! Otworzyłam drewniane drzwi i
weszłam do środka. Na jednym stojaki, obok okna, stały kolorowe bluzki, a na
drugim spódnice i spodnie. Na środku znajdował się kosz z ubraniami po
przecenie. Podeszłam do niego i kupiłam sobie obcisłe dżinsy oraz czerwony
sweterek na guziki. Ubrana w nowo zakupione ubranie wyszłam z budynku i
skierowałam się na uliczkę, która prowadziła do mojego domu. Wkrótce po tym,
stałam przed ogromnym wieżowcem, w którym miałam zaszczyt mieszkać. Wspięłam
się po szklanych schodkach, które prowadziły do balkonu na piętrze, a stamtąd
wchodziło się do mojego pokoju. Otworzyłam
drzwi i weszłam do dużego pomieszczenia, w którym mieściły się wszystkie
moje sekrety. Przy ścianie stało łóżko, wykładane jednym z najlepszych
materaców w kraju, obok niego była szafeczka, a na niej znajdował się żółty
telefon stacjonarny i moja ulubiona książka. Pod oknem, przez które można było
dojrzeć rzekę, stało drewniane biurko. Zaś w kącie stały trzy szafki z
ubraniami. Ściany miały kolor niebieski, mój ulubiony. Dywanu nie miałam, po
prostu podłoga była zrobiona z bordowych, podgrzewanych płytek. Lubiłam przesiadywać
w swoim pokoju. Godzinami wpatrywanie się w okno. To było moje najciekawsze
zajęcie. Zawsze nad rzeką coś się działo. Nie wyjaśniona śmierć, dziwne zwierzęta
wyrzucone na brzeg i coraz to
dziwniejsze przypadki, które można było by uznać jedynie za wymysł kogoś
szalonego.
Usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki zniszczoną książkę.
Otworzyłam ją na środku i przeczytałam cytat
‘ Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili pokaż, że się mylili ‘. Zawsze gdy
miałam jakiekolwiek problemy, sięgałam po tę książkę i czytałam pierwsze
zadanie, które rzuci mi się w oczy. Te słowa, które teraz zobaczyłam mówiły
prawdę. Podpowiadało mi co mam zrobić, aby poczuć się dobrze. Domyśliłam się
znaczenia tych słów. Wiedziałam co mam teraz zrobić.
Odłożyłam książkę na szafeczkę i otworzyłam drewniane drzwi,
które prowadziły do korytarzu, na którym oprócz mnie, miała pokój moja siostra.
Zapukałam i weszłam do pomieszczenia. To co tam zobaczyłam
przeraziło mnie. Kiedyś pokój Rose, był przepełniony kolorem różowym. Teraz
ściany miały kolor ciemno czerwony, zamiast ślicznych lalek, stały bez głowę
manekiny. Kolorowe naklejki zastąpiły przerażające plakaty z horrorów. Jednak
to co zobaczyłam ostatnie, najbardziej mnie przeraziło. Urocza, cztero letnia
dziewczynka, siedziała przed telewizorem, oglądając Paranormal Activiti. Widząc
to, szybko wzięłam pilot i wyłączyłam film. Podeszłam powoli do małej i
spróbowałam ją wziąć na ręce. Rose
odwróciła się do mnie i pełnym nienawiści głosem zapytała
- Czego chcesz?!
- Co się stało Rose?! – spytałam przepełniona niepokojem
- Nic mi nie jest. Zostaw mnie. – odpowiedziała i ponownie
włączyła film. Przypatrywałam się jej chwile, aż w końcu zobaczyłam na jej
twarzy uśmiech. Śmiała się z tego, że aktorzy bali się potworów. Widząc to
poczułam ciarki na plecach. Nie miałam zamiaru dalej patrzeć, jak moja siostra
niszczy sobie umysł. Wyszłam.
Zszokowana usiadłam pod drzwiami do jej pokoju i zaczęłam
płakać. Co się z nią stało? Przecież kiedyś taka nie była. To prawda, nigdy nie
zachowywała się jak normalne dziecko, było w niej coś wyjątkowego, ale nie
oglądała horrorów! Bała się ich! Musiałam się dowiedzieć co się z nią stało.
Nagle usłyszałam syreny policyjne pod domem. Wyjrzałam przez okno, które
wychodziło na przód domu. Na marmurowych schodach siedziała moja matka. Bladą
twarz miała mokrą od łez. Obok niej stał ojciec. Jak zawsze nie wzruszony.
Klepał Isobel po ramieniu, jednocześnie rozmawiając z oficerem.
Zdałam sobie sprawę z tego co się stało. Znaleźli moje
ciało. Myślą, że nie żyję. Miałam ochotę krzyknąć, powiedzieć, że to nie
prawda, ale nie mogłam tego zrobić. Bo niby co bym im powiedziała? ‘ Hej, nie
umarłam. Ja tylko opuściłam swoje ciało i weszłam w drugie, identyczne do
tamtego ‘ ? To nie miało żadnego sensu. Musiało zostać tak, jak było. Nagle to
co myślałam, zupełnie umknęło. Cała moja wrażliwość poszła w niepamięć.
Przypomniałam sobie, dlaczego skoczyłam. Bezuczuciowy ojciec, brak poparcia ze
strony rodziny, no i oczywiście nieumiejętne wychowanie. Tak, to za to
najbardziej ich nienawidziłam. Chociaż, jakby się tak zastanowić, to znalazła
bym kilka zalet u matki. Wiedziałam przecież, że ojciec nigdy nie dał jej dojść
do słowa, w sprawie wychowania mnie i Rose. Była bezradna wobec jego zasad. Po
prostu chcąc uniknąć nie potrzebnych kłótni, podporządkowywała się jego zasadą.
Powinien być wdzięczny Bogu za to, że obdarzył go tak dobrą kobietą. Inna już
dawno by się z nim rozwiodła.
Nagle drzwi za mną się otworzyły i upadłam na podłogę. To co
zobaczyłam, przekraczało moją wyobraźnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz