wtorek, 20 listopada 2012

3 rozdział

Ok, ok! Mam ten rozdział... Jakoś mi z nim poszło :D
Miłego czytania!


                                        Rozdział 3
Nade mną stała wysoka kobieta, o długich czarnych włosach, które ciągnęły się po jasnych płytkach. Jej twarz była sina. Brązowe oczy wpatrywały się przed siebie. Ubrana była w potarganą czerwoną sukienkę z dużym dekoltem. Przypominała trochę postać z horroru. W dłoni trzymała ostry nóż,  który był podłożony do szyi małej  dziewczyninki. Miała na sobie dziurawe dżinsowe spodnie i niebieski golf. Na twarzy malował się jej uśmiech. To była Rose. Byłam zszokowana. Mała śmiała się w najlepsze. Uważała, że przystawienie noża do gardła jest zabawne. To przecież niedorzeczne!
- Witaj Asamito- powiedziała chłodno kobieta, nadal wpatrując się przed siebie.
- Kim jesteś? – zapytałam niepewnie.
- Mam na imię Dalia – powiedziała kobiecym głosem. – Nie znasz mnie, lecz twoja siostrzyczka wie doskonale kim jestem. Ostatnio bardzo często się razem bawimy. – mówiąc to mrugnęła do dziewczynki.
- Bawicie? Kto cię tu w ogóle wpuścił?! – mówiąc to czułam jak narasta we mnie wściekłość.
- Nikt nie musiał mnie zapraszać. Wiedźmy mogę odwiedzać kogo tylko chcą! – powiedziała śmiejąc się.
- Chwila… Wiedźmy? Chyba nie chcesz mi wmówić, że istnieją jakieś paranormalne potwory?
- Istnieją. Sama jesteś jednym z nich. Jesteś zabójca. Wampirem! – ostatnie słowo powiedziała prawie szeptem.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz! Lepiej gadaj, dlaczego tu jesteś.
- Jak chcesz. – powiedziała obojętnie – A więc przysłano mnie tu, ponieważ musicie wypełnić swoje przeznaczenie. No wiesz… Na pewno o tym słyszałaś. Dzieci bez opieki mszczą się na dorosłych. Zresztą nie musze wam to mówić, bo już to robicie. Zaatakowałaś już jednego mężczyznę, który bił swoje dziecko. Kontynuuj swoją robotę dalej, tylko przyłącz do tego swoją siostrę, a ja zniknę.
- Chcesz powiedzieć, że do mojego plany, na który wpadłam kilka godzin temu, mam zaangażować 4-letnią dziewczynkę? – zapytałam dla lepszego zrozumienia.
- Tak, czy to aż tak skomplikowana? – powiedziała zmęczonym głosem. – Poradzisz sobie! Wiesz dobrze co masz robić. Tylko musisz się kontrolować.
Po tych słowach straciłam przytomność. Poczułam jak ktoś uderza mnie tępym narzędziem w tył głowy.
 Obudziłam się na swoim łóżku, przykryta brązowym kocem w kratkę. Nade mną stała urocza, brązowo włosa dziewczynka. Ubrana była w granatową sukienkę i białe, koronkowe rajtuzy. Po jej delikatnej twarzy spływały łzy.
- Wiesz dlaczego płacze, prawda? – zapytała lekko pochlipując
- Umarłam. Jedziecie na pogrzeb, tak? – powiedziałam, próbując objąć małą.
- Tak… Zdajesz sobie sprawę z tego, że przez ciebie nasza rodzina się rozpada?
- Co ty wygadujesz? To niemożliwe. Rodzice się bardziej znienawidzić nie mogą. – powiedziałam ironicznie
- Mówię to co wiem. Chcą mnie wysłać do szkoły z internatem. Ojciec wyjeżdża na kilka miesięcy do Hiszpanii, a mama zostanie sama.
- Spróbuje z nimi porozmawiać ok.?
- Śmieszna jesteś. Przecież ty nie żyjesz!
- No tak… Ale zawsze zostaje  opcja, że widzą ducha!

- Rose! Jedziemy! Zejdź na dół! – zawołała Amanda, nasza matka.
- Już idę mamusiu! – odkrzyknęła dziewczynka i odchodząc posłała mi buziaka.

Wstałam z łóżka i podeszłam do okna, które wychodziło na rzekę. Na plaży, byli policjanci, który badali krew  z brzegu i miejsce, gdzie leżało moje ciało.
Widząc całe zamieszanie, zrobiło mi się smutno. Poczułam, że choć mojego ojca to nie obchodzi, to Rose jest naprawdę wstrząśnięta tą sprawą. To w jaki sposób mówiła do mnie przed chwilą… Wydawało mi się, że za chwile zacznie płakać. Poczułam jak serce zaczyna mi mięknąć. Nigdy specjalnie nie zależało mi na życiu tej małej istoty, lecz teraz wiedziałam, że pod tą skorupą, którą na siebie nakładała, istnieje słodkie dziecko, przepełnione uczuciami.
Nagle usłyszałam jak otwierają się drzwi do mojego pokoju. Przestraszona uciekłam przez balkon. Stałam przed oknem, z którego widać było salon, a w nim kilka zapłakanych służek. Pośród nich zauważyłam siwowłosą staruszkę, ubraną w niebieski fartuch z kolorowymi kwiatkami. Siedziała na bordowej kanapie obok kominka. Pomarszczoną twarz, miała ukrytą w pokrzywionych dłoniach. Czasami słychać było jak łka. Widząc to, łza zakręciła mi się w oku.  Ta kobieta wychowywała mnie. Opiekowała mną się jak własnym dzieckiem! Opowiadała mi bajki, zabierała na spacery, uczyła gramatyki. Była dla mnie niczym matka, a teraz tak po prostu miałam ją zostawić?   Na zaparowanej szybie napisałam palcem „ Tereso,  wyjdź na dwór ‘’.  Nie był to najlepszy pomysł, ale  nie mogłam nic lepszego wymyślić. Staruszka widząc napis, posłusznie wyszła do ogrodu.  .
- Jestem tu. Ja żyje! – powiedziałam podchodząc do staruszki.
- Asamita?! Jak to możliwe, przed chwilą twoje ciało… - mamrotała kobieta
- Spokojnie Tereso! Nie bój się mnie ok.? Chciałam ci tylko powiedzieć, że ja naprawdę cię kochałam! – powiedziałam szlochając
- Nie płacz moja droga. Mi też na tobie zależało. Żałuje, że nie mogłam pojechać na twój pogrzeb. – powiedziała Teresa obejmując mnie.
- Mam do ciebie prośbę. Gdzie odbywa się msza?
- W kościele  na Erie Street!
- Dziękuje ci! – powiedziałam całując kobietę w policzek.
Szłam ruchliwą uliczką, która była otoczona różnymi sklepami. W końcu na poboczu zobaczyłam kościół. Gdzie niegdzie widać było na nim niepomalowane cegły. Budynek był  stary, powstał kilka lat przed rozpoczęciem I wojny światowej.
Wspięłam się po kolumnie i przez okno weszłam na chór. Na ołtarzu, stała mój chłopak Jack. Wygłaszał przemowę.
- Asamita nigdy nie była grzeczną dziewczyną. Piła, paliła papierosy. Zachowywała się jak typowa dziewczyna z naszego osiedla. Jednak w głębi serca była bardzo wrażliwa. Gdy miała jakiś kłopot, od razu mi o nim mówiła. To kłopoty w szkole, z przyjaciółką. Potem zaczęła wymyślać jakieś niestworzone historie o swoich rodzicach, podczas gdy państwo  Charpentier byli jedną z najnormalniejszych rodzin w mieście. Pani Isobel troszczyła się o Asamite jak tylko mogła, a pan Joe dawał jej wszystko co tylko chciała. Oboje bardzo ją kochali, a teraz gdy jej niema, kto jej uświadomi jak bardzo się myliła? Jej poglądy były całkiem sprzeczne z rzeczywistością. Wierzę w to, że teraz gdzieś po drugiej stronie, słyszy to i uświadamia sobie jak bardzo myliła się co do swoich rodziców. – słysząc to odebrało mi mowę. Przestałam myśleć. Uświadomiłam sobie, co się tak naprawdę działo.
Jack usiadł w ławce. Teraz na scenę wyszła moja matka.
- Moja córka była cudowna. Zawsze miła i pomocna. Pomagała mi w opiece nad Rose. Byłam pewna, że wyrośnie z niej wspaniała osoba. Gdyby nie ten nieszczęsny wypadek, Asamita żyła by teraz. Wszystko się stało przez utratę pamięci. Przecież ona była zawsze taka rozważna! Uważała na to co pije i je. Nikt by się nie spodziewał, że wypiła by jakieś świństwo i wpadła pod samochód. Miała poważne kłopoty z głową. Najpierw straciła pamięć. Nie pamiętała nic! Wiedziała tylko to, że byliśmy okropnymi rodzicami. Uważała, że nasza rodzina była patologiczna. Następnie okazało się, że obrażenia były zbyt poważne. Umarła. Nigdy nie przypuszczałam, że świat usłyszy kto tak naprawdę doprowadził do tej śmierci. Jednak w tej chwili uważam, że sprawca tego iż moja córka myślała w ten sposób o swojej rodzinie musi zostać ukarany. Nie winie tej osoby o jej śmierć. Zdaje sobie sprawę z tego, że to Asamita była pijana i kierowca po prostu jej nie zauważył. Lecz wmawianie jakiś nie stworzonych rzeczy jest niedopuszczalne, a wiec tu przy świadkach oświadczam, że sprawcą tego wstrząsającego wydarzenie jest Kamila Hale. Najlepsza przyjaciółka Asamity. -  Teraz wszystko mi się przypomniało. Wiedziałam jak było naprawdę. 

sobota, 10 listopada 2012

rozdział 2

A wiec napisałam rozdział 2. Myśle, że będziecie w miare zadowoleni, bo opisy są poprawione i jest ich dość dużo. Końcówka powinna was zaciekawić.. Mam nadzieje, że będziecie dalej to czytać :D 


                                                    Rozdział 2

Obudził mnie zimny wiatr. Tę noc spędziłam na wysypisku śmieci. Nie mogę powiedzieć, aby spanie na błocie było wygodne. Raczej bardzo nie komfortowe. Usłyszałam ciche pomrukiwanie, wydobywało się z mojego brzucha. Byłam spragniona ludzkiej krwi. Wiedziałam, że to nie właściwe, ale co miałam zrobić? Nie wiedziałam jak mam się pozbyć tego, że podczas karmienia się człowiekiem odczuwam jeszcze większą potrzebę picia. Czuję się wtedy tak przyjemnie, jakby  spełniały  się moje  marzenia. Ile bym w tej chwili dała, aby spotkać jakiegoś niewinnego człowieka i tak po prostu nakarmić się nim. To przecież takie proste, a jednak mam z tym  trudność. Jakoś tego faceta, na brzegu rzeki zaatakowałam bez większego namysłu. Działałam pod wpływem emocji, chciałam uratować chłopca, który był przez niego bity.
Powoli podniosłam się z ziemi i otrzepałam z podartej, teraz już brązowej bluzki, zaschnięte błoto. Odgarnęłam kasztanowe włosy i oblizałam usta, na myśl o krwi. Rozejrzałam się dookoła i ruszyłam chodnikiem do dzielnicy, na której mieszkam. Po drodze wstąpiłam do sklepu z ubraniami. Przecież nie będę chodzić w podartych ciuchach! Otworzyłam drewniane drzwi i weszłam do środka. Na jednym stojaki, obok okna, stały kolorowe bluzki, a na drugim spódnice i spodnie. Na środku znajdował się kosz z ubraniami po przecenie. Podeszłam do niego i kupiłam sobie obcisłe dżinsy oraz czerwony sweterek na guziki. Ubrana w nowo zakupione ubranie wyszłam z budynku i skierowałam się na uliczkę, która prowadziła do mojego domu. Wkrótce po tym, stałam przed ogromnym wieżowcem, w którym miałam zaszczyt mieszkać. Wspięłam się po szklanych schodkach, które prowadziły do balkonu na piętrze, a stamtąd wchodziło się do mojego pokoju. Otworzyłam  drzwi i weszłam do dużego pomieszczenia, w którym mieściły się wszystkie moje sekrety. Przy ścianie stało łóżko, wykładane jednym z najlepszych materaców w kraju, obok niego była szafeczka, a na niej znajdował się żółty telefon stacjonarny i moja ulubiona książka. Pod oknem, przez które można było dojrzeć rzekę, stało drewniane biurko. Zaś w kącie stały trzy szafki z ubraniami. Ściany miały kolor niebieski, mój ulubiony. Dywanu nie miałam, po prostu podłoga była zrobiona z bordowych, podgrzewanych płytek. Lubiłam przesiadywać w swoim pokoju. Godzinami wpatrywanie się w okno. To było moje najciekawsze zajęcie. Zawsze nad rzeką coś się działo. Nie wyjaśniona śmierć, dziwne zwierzęta  wyrzucone na brzeg i coraz to dziwniejsze przypadki, które można było by uznać jedynie za wymysł kogoś szalonego.
Usiadłam na łóżku i wzięłam do ręki zniszczoną książkę. Otworzyłam ją na środku i przeczytałam  cytat ‘ Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili pokaż, że się mylili ‘. Zawsze gdy miałam jakiekolwiek problemy, sięgałam po tę książkę i czytałam pierwsze zadanie, które rzuci mi się w oczy. Te słowa, które teraz zobaczyłam mówiły prawdę. Podpowiadało mi co mam zrobić, aby poczuć się dobrze. Domyśliłam się znaczenia tych słów. Wiedziałam co mam teraz zrobić.
Odłożyłam książkę na szafeczkę i otworzyłam drewniane drzwi, które prowadziły do korytarzu, na którym oprócz mnie, miała pokój  moja siostra.
Zapukałam i weszłam do pomieszczenia. To co tam zobaczyłam przeraziło mnie. Kiedyś pokój Rose, był przepełniony kolorem różowym. Teraz ściany miały kolor ciemno czerwony, zamiast ślicznych lalek, stały bez głowę manekiny. Kolorowe naklejki zastąpiły przerażające plakaty z horrorów. Jednak to co zobaczyłam ostatnie, najbardziej mnie przeraziło. Urocza, cztero letnia dziewczynka, siedziała przed telewizorem, oglądając Paranormal Activiti. Widząc to, szybko wzięłam pilot i wyłączyłam film. Podeszłam powoli do małej i spróbowałam ją wziąć na ręce.  Rose odwróciła się do mnie i pełnym nienawiści głosem zapytała
- Czego chcesz?!
- Co się stało Rose?! – spytałam przepełniona niepokojem
- Nic mi nie jest. Zostaw mnie. – odpowiedziała i ponownie włączyła film. Przypatrywałam się jej chwile, aż w końcu zobaczyłam na jej twarzy uśmiech. Śmiała się z tego, że aktorzy bali się potworów. Widząc to poczułam ciarki na plecach. Nie miałam zamiaru dalej patrzeć, jak moja siostra niszczy sobie umysł. Wyszłam.
Zszokowana usiadłam pod drzwiami do jej pokoju i zaczęłam płakać. Co się z nią stało? Przecież kiedyś taka nie była. To prawda, nigdy nie zachowywała się jak normalne dziecko, było w niej coś wyjątkowego, ale nie oglądała horrorów! Bała się ich! Musiałam się dowiedzieć co się z nią stało. Nagle usłyszałam syreny policyjne pod domem. Wyjrzałam przez okno, które wychodziło na przód domu. Na marmurowych schodach siedziała moja matka. Bladą twarz miała mokrą od łez. Obok niej stał ojciec. Jak zawsze nie wzruszony. Klepał Isobel po ramieniu, jednocześnie rozmawiając z oficerem.
Zdałam sobie sprawę z tego co się stało. Znaleźli moje ciało. Myślą, że nie żyję. Miałam ochotę krzyknąć, powiedzieć, że to nie prawda, ale nie mogłam tego zrobić. Bo niby co bym im powiedziała? ‘ Hej, nie umarłam. Ja tylko opuściłam swoje ciało i weszłam w drugie, identyczne do tamtego ‘ ? To nie miało żadnego sensu. Musiało zostać tak, jak było. Nagle to co myślałam, zupełnie umknęło. Cała moja wrażliwość poszła w niepamięć. Przypomniałam sobie, dlaczego skoczyłam. Bezuczuciowy ojciec, brak poparcia ze strony rodziny, no i oczywiście nieumiejętne wychowanie. Tak, to za to najbardziej ich nienawidziłam. Chociaż, jakby się tak zastanowić, to znalazła bym kilka zalet u matki. Wiedziałam przecież, że ojciec nigdy nie dał jej dojść do słowa, w sprawie wychowania mnie i Rose. Była bezradna wobec jego zasad. Po prostu chcąc uniknąć nie potrzebnych kłótni, podporządkowywała się jego zasadą. Powinien być wdzięczny Bogu za to, że obdarzył go tak dobrą kobietą. Inna już dawno by się z nim rozwiodła.
Nagle drzwi za mną się otworzyły i upadłam na podłogę. To co zobaczyłam, przekraczało moją wyobraźnie. 

wtorek, 6 listopada 2012

Rozdział 1

Ok napisałam i chętnie z z wami nim podzielę :) 
Mam nadzieję, że się spodoba :D 



                                                                     Rozdział 1
Leżałam w bezruchu na piasku, nagle zaczęłam krztusić się krwią. Usiadłam na mokrym piasku i pełna zdumienia oglądałam czerwone, od krwi ręce. Z jednej strony byłam przestraszona, a z drugiej rozśmieszona. Kto był taki mądry i pomazał mi ręce ketchupem ?
- Słaby żart – powiedziałam z drwiną w głosie, sama nie wiedząc do kogo. Cisza, która panowała wokół mnie była przerażająca. Nie słychać było szumu rzeki, ani łomotu ptasich skrzydeł. Rozglądnęłam się dookoła siebie, aby sprawdzić czy gdzieś nie czai się przypadkiem jakiś dowcipniś. To co zobaczyłam za sobą było odrażające. Na żółtym piasku leżała dziewczyna, która przypominała połamaną lalkę. Blada twarz, rozwarte, sine usta i nieruchome błękitne oczy. Podeszłam do niej i dotknęłam jej kasztanowych włosów. Były mokre, podobnie jak jej potargane ubranie.
- Nie, nie, nie ! To nie prawda.. – powiedziałam bezgłośnie.. To co wtedy odczułam nie można napisać. Byłam zszokowana ! To przecież nie możliwe, ta blada postać to byłam ja.. Widziałam swoje martwe ciało. Miałam ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie. Stało się to co chciałam – byłam nie żywa. Łzy, zaczęły powoli spływać mi po policzku. Na ustach poczułam ich słony smak. To nie prawdopodobne ! Ja Asamita Charpentier, najtwardsza osoba płakałam. Nagle usłyszałam dziecięcy płacz i doniosły głos mężczyzny. Obróciłam głowę i moim oczom ukazał się zapłakany chłopiec, który był bity przez swego ojca. Wściekła wstałam z piasku i podbiegłam do dziecka. Odepchnęłam je na bok i wbiłam ostre zęby w szyję  ciemnowłosego mężczyzny. Z łatwością znalazłam największą żyłę. Rozkoszowałam się każdą kropelką, która trafiała do mych ust. Poczułam ciepło, które powoli napełniało moje ciało. Z satysfakcją upuściłam go na  brzeg rzeki i otarłam twarz. Cicho podeszłam do blondynka, aby zapewnić go, że będzie dobrze. Mały po prostu wpadł w moje ramiona. Czułam jak moja koszula zaczyna moknąć od łez. Nie przejmowałam się tym, najważniejsze było to, że chłopiec jest cały i zdrowy. Bałam się tylko tym, w jaki sposób odbije  się to na jego delikatnej psychice.
- Będzie dobrze ok. ? – zapytałam, głaskając go po króciutkich jasnych włosach.
- Skąd wiesz ? – powiedział drżącym głosem
- Nie ważne. Zaufaj mi. – odpowiedziałam, mocno ściskając go za rękę.
Dziecko odwzajemniło uścisk i mocno wtuliło się we mnie. Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w czoło.
- Zaprowadzę cię do rodziców. Wiesz gdzie mieszkasz ? – zapytałam bez przekonania. Chłopiec pokręcił głową.
- Zaczekaj
Szybko podbiegłam do leżącego, ledwo oddychającego mężczyzny i zapytałam gdzie znajduje się jego dom.
- Broadwey  115 – powiedział słabym głosem. Pokiwałam głową i chwyciłam go za rękę. Ciągnąć mężczyznę za sobą, podeszłam do blondynka i wzięłam go za drugą rękę, aby sprawniej dojść do szpitala, a potem do Broadwey.

- Znalazłam go nad rzeką, myślę że zaatakowało go jakieś zwierzę – powiedziałam szorstko pielęgniarce, która akurat nas przyjmowała.
- Rozumiem. Zaraz się nim zajmiemy. – powiedziała łagodnie – A co z chłopcem ?
- On również tam był, ale nic mu nie jest. Wiem gdzie mieszka więc go odprowadzę – odpowiedziałam odchodząc.  Wzięłam małego na ręce i zaniosłam go do domu. Nie było jego matki, było kilka służek. Wytłumaczyłam im wszystko, tak jak pielęgniarce i odeszłam.

Szłam wąską uliczką, którą otaczały ze wszystkich stron, różnego rodzaju kamienice. Przed jedną z nich siedziała grupka miejskich łobuzów. Wykrzykiwali różnego rodzaju przeklęstwa w moim kierunki.
- Siema kochani ! – powiedziałam skręcając w ich stronę
- Woo ! Co ci się stało ? – zapytała Kamila, była jedną z moich najlepszych przyjaciółek.
- Eee.. Nic ważnego ! – odpowiedziałam dodając parę nieprzyzwoitych słów. Podeszłam do przystojnego bruneta, o dużych niebieskich oczach. Na twarzy miał lekki zarost. Ubrany był w luźne szare spodnie i nieco za dużą, zieloną bluzę. Złapałam jego rękę i szybko pocałowałam.
Jack odwzajemnił pocałunek i pozwolił mi usiąść na jego kolanach. Zrobiłam to z przyjemnością. Rozmawialiśmy aż do zmroku, nie była to zbyt miła rozmowa. Pokłóciłam się z moją przyjaciółką Kamilą..
- Co ci się dzieje młoda ? Coś się ostatnio marudna zrobiłaś – powiedziała, gdy obie wracałyśmy do naszych domów.
- Nic się nie stało.. Zresztą co cię to interesuje ? Nigdy się mną nie przejmujesz ! – powiedziałam z lekkim zdenerwowaniem.
- No wiesz.. Nie załatwiasz już darmowych fajek.. – powiedziała, śmiejąc się.
- Co ty sobie wyobrażasz ? Ty wiesz, że to nie takie proste ! – mówiąc to czułam jak narasta we mnie wściekłość. W końcu nie wytrzymałam.. Po prostu to zrobiłam. Wbiłam kły w bladą szyje Kamili. Już od dłuższego czasu miałam ochotę to zrobić, ta duża, niebieska żyła.
- Smak jej krwi jest uzależniający.. – pomyślałam – smakuje trochę jak sok winogronowy z dodatkiem cukru..
W końcu udało mi się przerwać tę przyjemną chwile. Oderwałam usta od dziewczyny i delikatnie położyłam ją na chodniku. Chciałam jej pomóc, ale nie wiedziałam jak. Jeżeli po raz kolejny zobaczą mnie z ofiarą w szpitalu pomyślą, że  coś kręcę.. W sumie to by była poprawna diagnoza. Nagle usłyszałam dźwięk syren policyjnych. Nie mogłam tu zostać.. Jeżeli mnie zauważą mogę mieć poważne kłopoty.
- Bądź spokojna, pomogą ci – zapewniłam ledwo oddychającą dziewczynę i szybko uciekłam. Zatrzymałam się dopiero na wysypisku śmieci.
- Co się ze mną dzieje ? – powiedziałam, zsuwając się po woli na ziemię. 

poniedziałek, 5 listopada 2012

Witam + prolog

Witam was wszystkich :) Otóż pisze opowiadania od dawna, lecz nigdy nie dotrwały one końca :D Nigdy ich nie kończyłam.. Z tym tak nie będzie :D Mam nadzieje, że spodoba wam się :D 



                                         Prolog
Stałam tam, na najwyższym wzgórzu w okolicy. Zdawałam  sobie sprawę, że dno rzeki, która otacza wzniesienie, jest cała obłożona kamieniami. Musiałam  skoczyć, myślałam, że się po prostu wykrwawię, ale  to  mnie  nie przerażało. Bałam się tego, że gdy już umrę ojciec będzie zbyt zajęty wojskiem, aby się przejmować tym, że nie żyję. Nie przyjdzie na pogrzeb i nie będzie płakał. Jest zbyt twardy aby to robić. Postanowiłam, że to po prostu zrobię, nie ma nad czym rozpaczać.. Zostawię  ich samych z Rose, niech zobaczą jak to jest, gdy 4 letnie rozkapryszone dziecko rzuca w ciebie każdą możliwą zabawką i krzyczy wniebogłosy bo nie dasz mu tego co chce. Życzę im tego co ta mała robiła mi! Niech nareszcie ujrzą na oczy, że nie potrafią wychowywać dzieci! Doskonałym przykładem jestem ja, pełna nienawiści 17 latka, która nad wszystko nienawidzi swej rodziny. Teraz byłam pewna, że chce to zrobić. Po prostu zamknęłam oczy i skoczyłam z wzgórza do wody. Spadałam z prędkością światła, gdy uderzyłam w kamienie, czułam jak łamią mi się wszystkie kości. Jak woda wpływa do moich ust, a potem przepełnia płuca. To był mój koniec.